Jadwiga Grabowska – pierwsza dama polskiej mody

Posiadam modowy talizman, bezcenny artefakt – broszę przywiezioną na początku lat 60. XX wieku z Paryża przez samą JADWIGĘ GRABOWSKĄ! Dostałam ten niezwykły przedmiot od projektanta i legendy Mody Polskiej Jerzego Antkowiaka przed premierą mojej książki „Elegantki. Moda ulicy lat 50. i 60. XX wieku”. Ozdoba ma magiczną moc – przynosi mi szczęście i dodaje pewności siebie.

Przypinałam ją do sukienek – oczywiście źle! Co okazało się podczas spotkania, którego Jerzy Antkowiak był gościem specjalnym.

„Jak Ty to nosisz! Za nisko. Grabolka NIGDY by tak jej nie przypięła. Taką broszę nosi się wysoko, w dołku pod obojczykiem!

Usłyszałam, gdy Jerzy Antkowiak zobaczył mnie w niej. Nerwowo zaczęłam szarpać źle przypiętą ozdobę, co groziło zniszczeniem cacka lub wyrwaniem dziury w ładnej sukience.

„Zostaw, bo uszkodzisz … Byłaby jednak zadowolona, że ktoś pamięta o jej czasach i tak pięknie pisze o jej ukochanej modzie i wspaniałych dziewczynach. Choć, oczywiście miałaby swoje, celne uwagi, bo to była najlepszą znawczynią i perfekcjonistką

Nie mam wątpliwości, że pierwsza właścicielka własnoręcznie odpięłaby mi tę ozdobę, umieściła na właściwym miejscu i kąśliwie skomentowała mój brak wyczucia stylu. Tak jak np. zrobiła to podczas pokazu mody.

Znacie? To posłuchajcie!

Pani Jadwiga sama dobierała dodatki do kreacji pokazywanych na wybiegu: buty, rękawiczki, biżuterię oraz kapelusze. Własnoręcznie przypinał modelkom ozdoby, w tym moją wspaniałą broszę. W czasie pokazu kolekcji w Pałacu Prymasowskim projektantka stała, jak zwykle, obok wybiegu i do mikrofonu opowiadała publiczności, na co koniecznie ma zwrócić uwagę. Wtem dostrzegła, że przepiękna modelka Małgosia Blikle pomyliła kapelusze. Co to, to nie! Zostawiała mikrofon i pobiegła za modelką po wybiegu.

”Dziecko, włożyłaś nie ten kapelusz! A nawet, zakładając, że to byłby właściwy model dla tej sukni – to absolutnie nie wolno w taki sposób nosić tego fasonu!”.

I ściągnęła go z głowy skonfundowanej dziewczyny na oczach publiczności! Następnie założyła go zgodnie ze sztuką. Potem w kulisach nie omieszkała skomentować zamieszania:

Skąd ona, biedna, miałaby wiedzieć jak nosi się TAKIE kapelusze”.

Grabowska, Grabolka, Graboletta

fot. Romuald Broniarek ze zbiorów Fundacji Ośrodka KARTA

Świat polskiej mody lat 50. i 60. ubiegłego wieku bał się i jednocześnie podziwiał Jadwigę Grabowską (1898 – 1988), Warszawiankę z Nalewek założycielkę i charyzmatyczną szefową Mody Polskiej. Nigdy nie zrezygnowała z modnego stroju, choć był on wówczas postrzegany jako ekstrawagancja i nie ułatwiał jej życia. W początkach Mody Polskiej ubierała się w klasyczne tweedowe kostiumy w stylu Coco Chanel. Może to nawet były dzieła samej Madame Chanel? Zawsze miała piękną broszkę przypiętą do żakietu. Nosiła zawoje jedwabiu na głowie ułożone w charakterystyczny dla niej turban. Z czasem zmieniła styl. Gdy nadeszła era Andre Courreges’a, mimo początkowego dystansu wobec tej nowości, zaczęła ubierać się w: czarny lakierowany płaszcz z ceraty, czarne lakierki i białe rajstopki, zupełnie jak u bielanki.

Niewiele wiemy o przedwojennej przeszłości Pani Grabowskiej. Tylko tyle, ile czasem sama  opowiedziała, wygadał się któryś z jej znajomych lub ktoś z pracowników Mody usłyszał fragment jej rozmowy ze starymi przyjaciółmi. Na swoje rówieśniczki reagowała złośliwie i zabawnie: „Idą do nas jakieś staruszki. To pewnie moje koleżanki z klasy maturalnej”.

Tajemniczość i barwność jej postaci sprawiły, że rodziły się dykteryjki i ploteczki. Pewne jest to, że pochodziła z zamożnej, spolonizowanej rodziny Żydów warszawskich. Utalentowana i wykształcona znała kilka języków obcych: francuski, niemiecki, angielski, włoski i rzecz jasna rosyjski, bo rozpoczęła naukę pod carskim zaborem. Nie udało się potwierdzić ani zaprzeczyć pogłosce, że przed wojną posiadała w Warszawie dom mody. Ze wspomnień osób, które jeździły z nią do Paryża wynika, że od czasów przedwojennych  ubierała się u Mademoiselle Gabrielle Chanel. W stolicy Francji miała liczne prywatne i służbowe znajomości, była szanowana przez wielkich świata mody. Przyjaźniła się osobiście ze sławnymi węgierskimi siostrami Gabor – seksbombą kina Zsa Zsa oraz aktorką serialową Evą. Te europejskie piękności, wraz z najstarszą Magdą, zrobiły w Stanach Zjednoczonych prawdziwe kariery. W dwudziestoleciu międzywojennym gwiazdy – odwiedzały ją w Warszawie!

Po wojnie niezłomna Grabolka otworzyła na gruzach i popiołach stolicy dom mody pod symboliczną nazwą „Feniks”. Zatem wiele wskazuje na to, że w dwudziestoleciu międzywojennym rzeczywiście mogła prowadzić w tym mieście, co najmniej, wzięte atelier mody. Podobno studiowała dziennikarstwo, stąd znajomość z jej mężem Tadeuszem Grabowskim (1899-1985), byłym piłkarzem Polonii Warszawa, później dziennikarzem sportowym. Po ślubie mieszkali na Saskiej Kępie. Całe życie razem. Mówiono o nich, że byli udanym małżeństwem, a pani Jadwiga była także mistrzynią rondla i patelni. Czym sama się chwaliła, choć o życiu prywatnym mówiła bardzo mało i niechętnie. Jak to prawdziwa przedwojenna dama!

Państwu Grabowskim udało się przetrwać okupację, co w przypadku pochodzenia projektantki i zaangażowania w konspirację jej męża, wcale nie było łatwe. Jak tego dokonali? Dokładnie nie wiadomo, zapewne mieli wiele szczęścia i oddanych przyjaciół. Jedna z anegdot opowiada o „cudownym” ocaleniu pani Jadwigi, jej męża  i ich znajomych z rąk gestapowców dzięki nie dopuszczeniu do rewizji, którą chcieli przeprowadzić w mieszkaniu państwa Grabowskich. Gdy Niemcy wtargnęli do salonu odbywało się w nim właśnie tajne spotkanie! Pani domu nie straciła zimnej krwi. Oświadczyła piękną niemiecczyzną, że gestapowcy będą musieli wytłumaczyć się z tego najścia swoim przełożonym i czeka ich wiele nieprzyjemności, ponieważ jest ona OSOBISTĄ znajomą Hermana Goringa! Po czym, aby to udowodnić, wyjęła jego wizytówkę. Na jej odwrocie odręcznym pismem było napisane: „Uratowała mi Pani życie”. Skąd ją miała? Kilka lat wcześniej, w czasie wojażu do Nicei usłyszała na plaży jak opalający się nieopodal mężczyzna skarżył się, że właśnie czuje jak boleśnie poparzyło go słońce. Zrobiło jej się żal „biedaka” i dała mu krem Nivea. Przyniósł mu ulgę. W dowód wdzięczności wysłał więc jej do hotelu kwiaty, do których dołączył wizytówkę z owym, przecież żartobliwym, zdaniem.

Władze komunistyczne szybko pozbawiły Jadwigę Grabowską złudzeń, dotyczących możliwości prowadzenia własnego domu mody i odebrały jej „Feniksa”. Nie poddała się! Założyła Dom Mody „Ewa”, w którym debiutowała legendarna aktorka i modelka Teresa Tuszyńska. Ciągle szukała możliwości promowania mody, tworzenia kolekcji, organizowania pokazów. Moda Polska powstała w wyniku przemyślanej intrygi, którą uknuła razem z koleżanką Marią Borowską, podobno przedwojenną cyrkówką. Razem z Marią Borowską jeździły do NRD na targi do Lipska. W 1958 roku przy niezamierzonej, ale koniecznej współpracy z targami Lipskimi udało się im nakłonić władze komunistyczne do powołania do życia Biura Mody do Współpracy z Targami Lipskimi. Jadwiga Grabowska została jego dyrektorem artystycznym. Wkrótce zostało ono przekształcone w firmę Moda Polska.

Współorganizatorką przedsiębiorstwa oraz sklepów Mody Polskiej była projektantka  Kaya Mirecka-Ploss (właściwie Hanna Adela Czech, absolwentka londyńskiego Saint Martin College of Art. Wymyślenie nazwy „Moda Polska” przypisuje się ówczesnemu ministrowi handlu wewnętrznego Mieczysławowi Leszowi. Autorem logo sławnej jaskółki narysowanej nowoczesną i oszczędną plamą czerni był Jerzy Treutler

Fot z książki Jerzy Antkowiak, Agnieszka Janas „Antkowiak. Niegrzeczny chłopiec polskiej mody”, bukowy Las, Wrocław, 2015, str. 197

Stalowa dłoń w jedwabnej rękawiczce

Obawiali się jej pracownicy, drżeli przed nią urzędnicy, czuli respekt ministrowie. Gdy wchodziła to Ministerstwa Handlu Wewnętrznego na Placu Powstańców wyperfumowana, wystrojona, pewna siebie – otumaniała urzędników swoim wyglądem. Nie sprawiało jej to specjalnie przyjemności, ale musiała utrzymywać z  nimi regularne  kontakty ze względu na dobro Mody Polskiej. Osobiście ustalała przydział pieniędzy na: wyjazdy do Paryża, sprowadzenie odpowiednich tkanin, nici i dodatków krawieckich, z których były uszyte kolekcje, a także na codzienne potrzeby firmy, która przecież miała działać wg. wysokich standardów przez nią ustalonych. Właściwie nigdy nie umawiała się na spotkania w ministerstwie. Po prostu, gdy czegoś potrzebowała przychodziła do biura i wchodziła do gabinetu. Mawiała, że woli korzystać ze schodów bocznych, a nie głównych. Dlaczego? Gdy tylko ważni urzędnicy dowiadywali się, że idzie do nich Jadwiga Grabowska, to często próbowali salwować się ucieczką z budynku bocznym wejściem. A tu niespodzianka:

„Dzień Dobry. Przyszłam właśnie porozmawiać w sprawie …” 

witała ich pani Jadwiga na schodach.

Do ministerstwa chodziła na rozmowy ze słynną szklaną popielniczką w kieszeni. Gdy konwersacja nie przebiegała po jej myśli – nie wahała się użyć jej w charakterze pocisku. Był to argument ostateczny. Dlatego wszyscy mieli respekt przed „Polską Madame Chanel”.

W Modzie Polskiej miała swój dwór. W jego skład wchodzili osobiście wybrani przez nią: wspaniali konstruktorzy, materiałoznawcy, krawcy o złotych palcach, przepiękne modelki, przystojni modele, pełni zapału i talentu młodzi projektanci i rysownik. Przy licznych swoich talentach pani Jadwiga nie potrafiła  bowiem przelać na papier pomysłów i potrzebowała rysownika, który sporządzałby szkice i wykonywał rysunki żurnalowe z jej pomysłów. Podobnie postępowała wówczas sławna Madame Gres (właściwie Germaine Émilie Krebs 1903 – 1993 rok). Pani Jadwiga układała na manekinie tkaniny, nadawała szpilkami kształt powstające u ubraniu i wołała:

Wandzia, Krysia, chodźcie tu do mnie! Tak to ma wyglądać”.

Wanda Ratajewska, jedna z najważniejszych osób w pracowni krawieckiej, to była prostą dziewczyną, niezwykle utalentowaną więc bardzo pewną siebie i swojej pozycji w Modzie Polskiej. Słynęła także z tego, że nie patyczkowała się z modelkami. Jak któraś zalazła jej za skórę, to potrafiła przywołać ja do porządku ukłuciem szpileczką w kształtną pupę lub w plecy! Skargi zanoszone na nią do Grabolki nie odnosiły żadnych skutków, ponieważ ta popierała Wandę i jej prostą, ale skuteczną metodę na dyscyplinowanie dziewcząt.

Jadwiga Grabowska została wysłana na emeryturę przez urzędników w 1968 roku w niezwykle perfidny sposób. Wiedzieli, że nigdy nie będzie uległa i posłuszna, widzieli, że Moda Polska ma już wyrobioną pozycję. Uznali, że przyszedł czas na pozbycie się kłopotliwej dla nich założycielki. Szukali pretekstu. I, niestety, wkrótce go znaleźli. Odkryli, że jest już w wieku emerytalnym! Po pokazie w lutym 1968 roku podeszli do niej z kwiatami: kadrowa, dyrektor oraz ktoś z przedstawicieli załogi. Wręczyli jej bukiet i kopertę, w której była podpisana przez urzędników decyzja o emerytowaniu. Po jej otworzeniu Grabolka wpadła w szał. Śmiałkowie-spiskowcy mieli szczęście, że „uszli z życiem”. Gdy została odsunięta od pracy była w pełni sił twórczych.

W latach 80 XX w. mimo kuracji w Szwajcarii, projektantka straciła wzrok. Jednak nadal interesowała się modą i przyjeżdżała na pokazy Mody Polskiej. Jurek Sapecki, pierwszy model Mody Polskiej, wprowadzał panią Jadwigę do sali i sadzał na honorowym miejscu. Potem przychodził za kulisy i dostojnym głosem mówił:

„Pani Jadwiga prosi pana Jurka Antkowiaka do siebie”.

„Witałem się z nią, jak z wielką damą, którą niewątpliwie była. Przed pokazem zawsze pytała mnie, co to będzie za kolekcja. Omawiałem jej założenia i opisywałem, modele, które zostaną pokazane na wybiegu. Pamiętam jedną z takich rozmów:

„Pani Jadwigo, w tej kolekcji oddajemy hołd projektantowi, którego pani szczerze nienawidzi, czyli Yvesowi Saint Laurentowi”.

wspomina Jerzy Antkowiak.

„Tak! Bo on zniszczył modę. Jakie szczęście, że oślepłam i tego nie widzę”
Zima 1979, Warszawa, Polska. Jadwiga Grabowska – dyrektorka od spraw mody w „Modzie Polskiej”. Fot. Irena Jarosińska, zbiory Ośrodka KARTA

mira

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *